Czy ulga internetowa jest jeszcze potrzebna?

Ulga na internet spełniła swoją funkcję w okresie, gdy dostęp do sieci był drogi, teraz nie jest już potrzebna. Od początku jej obowiązywania procent gospodarstw domowych z internetem wzrósł z 25 do 61%. Zdecydowana większość osób, które jeszcze nie posiadają dostępu, i tak nie ma możliwości skorzystania z ulgi. Co więcej, tylko jedna trzecia z nich nie ma internetu z powodów finansowych. Brak ulgi może być problemem, dla najuboższych gospodarstw domowych, spośród których około połowy posiada dostęp do sieci. Jednak takim osobom lepiej jest pomagać w inny sposób niż za pomocą obecnej ulgi.

W expose premier Tusk ogłosił plan likwidacji funkcjonującej od 2005 roku ulgi na internet. Umożliwiała ona odliczenie od dochodu kwoty wydatkowanej na korzystanie z sieci internet w miejscu zamieszkania podatnika, w wysokości nieprzekraczającej w roku podatkowym kwoty 760 zł. Tym samym na korzystaniu z ulgi zaoszczędzić można było 136,80 zł. rocznie. W 2009 roku, z ulgi skorzystało ponad 3,5mln osób. Łączne odliczenia uszczupliły wpływy do budżetu państwa o nie więcej niż 400 mln złotych. W 2010 kwota była zapewne nieco wyższa.

Ulga była wprowadzana w czasach, gdy dostęp do internetu w Polsce był drogi i koszty dostępu były istotnym elementem decyzji o posiadaniu łącza. W tej chwili jest już inaczej. Dostęp do sieci ma w domu 73% Polaków – łącza są w nieco ponad 61% gospodarstw domowych, natomiast w 2005 roku był w nieco ponad 25%.

Kilka lat temu ulga była potrzebna żeby zachęcić Polaków do korzystania z internetu i zakładania łącz do sieci w domach. Cel ten został osiągnięty. Czy dalsze funkcjonowanie ulgi mogłoby jeszcze kogoś zachęcić do zdobycia dostępu do sieci? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, przeanalizowałem dane najnowszej Diagnozy społecznej. Jak się okazuje, wśród gospodarstw domowych, które nie posiadają jeszcze dostępu do internetu aż 75% i tak nie ma praktycznie możliwości skorzystania z ulgi. Prawie dwie trzecie (65%) domów i mieszkań bez sieci to gospodarstwa emerytów i rencistów. Osoby takie na ogół nie rozliczają PIT samodzielnie – robi to za nich ZUS, a wtedy nie mają możliwości skorzystania z ulgi. Kolejne 10% to gospodarstwa rolników, którzy płacą podatki gruntowe i podatki rolne oraz osób utrzymujących się ze źródeł niezarobkowych. Jedni i drudzy nie płacą PIT i też nie mogą skorzystać z ulgi. Potencjalnie zostaje więc około ¼ nieposiadających dostępu, czyli około 10% gospodarstw domowych w Polsce, które nie mają jeszcze internetu i miałyby możliwość skorzystania z ulgi.

Dostęp do internetu wzrósł z 25,6 do 61,1% między 2005 a 2011 rokiem.

Dostęp do internetu w gospodarstwach domowych w latach 2005 i 2011. Dane: Diagnoza społeczna 2005 i 2011, opracowanie własne.

Obecnie 12% gospodarstw domowych w Polsce mówi, że nie ma ze względów finansowych. W 2005 roku deklarowało to 40%. Wśród samych nieposiadających dostępu, wyjaśnianie tego faktu przyczynami finansowymi jest znacznie rzadsze niż kiedyś. W konsekwencji tylko 22% nieposiadających deklaruje, że koszty dostępu są zbyt duże. Istnieje jednak też grupa, dla której problem finansowy jest większy i sama ulga niewiele mogłaby zmienić, gdy brak również środków na zakup komputera.

Dalsze istnienie ulgi na internet nie przyczyni się już do zachęcenia kolejnych osób do korzystania z sieci. Należy jednak postawić pytanie, czy jej brak nie spowoduje, że część gospodarstw domowych z internetu zrezygnuje. Mało kto zdaje sobie sprawę, że co roku kilka procent użytkowników przestaje korzystać z sieci. Jednak większość osób, które internet już poznały uważa go za bardzo przydatne narzędzie i mało prawdopodobne by brak ulgi wpłynął na gotowość zrezygnowania z dostępu (obecnie tylko kilka procent internautów nie ma dostępu w domu).

Dostęp do internetu posiada 48% gospodarstw domowych z najniższego decyla dochodów i 92% z najwyższego.

Dostęp do internetu w zależności od dochodów na osobę (2011r.). Dane: Diagnoza społeczna 2011, opracowanie własne

Brak ulgi będzie niewątpliwie dotkliwy dla ubogich gospodarstw domowych. Gospodarstwa o najniższych dochodach wyraźnie rzadziej mają dostęp do internetu, jednak i tak prawie połowa spośród nich posiada komputer podłączony do sieci. To bardzo dobry wynik, który jest przede wszystkim efektem wysokiej motywacji rodzin posiadających dzieci w wieku szkolnym do zapewnienia potomstwu kontaktu z tymi technologiami. Dla nich strata 137 złotych rocznie może być problemem. Jednak tej grupie należałoby pomóc w inny sposób niż za pomocą ulgi dostępnej dla wszystkich, z której korzystają przede wszystkim osoby, które i tak dostęp do internetu by posiadały.

Przytoczone tu analizy pozwalają stwierdzić, że dłuższe utrzymywanie ulgi na internet nie jest już potrzebne. Znacznie ważniejszą rolę mogłyby odgrywać działania skierowane bezpośrednio do osób o trudnej sytuacji finansowej i niekorzystających, takie jak dobrze dostępny internet socjalny, a także projekty realizowane w ramach działania 8.3 PO IG „Przeciwdziałanie wykluczeniu cyfrowemu”.

Poleć innym:
Posted in Diagnoza społeczna, informatyzacja | Tagged , | 6 Comments

Kampania wyborcza w sieci

Wyniki Diagnozy społecznej 2011, a także poprzednich badań, pokazują, że przynajmniej od kilku lat osoby korzystające z internetu częściej biorą udział w wyborach. W ostatnich wyborach samorządowych 2010, różnica była stosunkowo niewielka i wynosiła 2 punkty procentowe. W wyborach parlamentarnych różnica jest większa – w przeciwieństwie do wyborów samorządowych częściej głosują w nich osoby mieszkające w większych miastach, podczas gdy w wyborach lokalnych frekwencja jest wyższa w mniejszych miejscowościach. Według danych Diagnozy społecznej 2009 w 2007 roku deklarowana frekwencja wyborcza wśród internautów była o 8,5pp. wyższa niż wśród osób niekorzystających. Bez wątpienia, również w obecnych wyborach częściej będą głosowali użytkownicy.

Co ciekawe, w pierwszej połowie 2011 roku, to wśród internautów było mniej osób zdecydowanych na kogo głosować. Różnica wynosiła aż 5pp. Partiom politycznym opłaca się więc przekonywać internautów. Należy spodziewać się, że najbliższa kampania będzie rozgrywać się w sieci w znacznie większym stopniu niż to miało miejsce dotychczas. Można mieć jednak uzasadnione wątpliwości, czy partie będą umiały dobrze wykorzystać internet. Jak pokazaliśmy we współredagowanym prze mnie, a wydanym przez Instytut Spraw Publicznych raporcie „Kampania w sieci„, ostatnie wybory pokazały, że politycy na ogół nie rozumieją sieci, a partie nie potrafiły skutecznie wykorzystać internetu.

Poleć innym:
Posted in badania, Diagnoza społeczna, polityka | Tagged , , | 2 Comments

Nie jest tak źle z NK.pl, jeszcze

W ostatnich dniach przewija się temat wyprzedzania NK.pl przez Facebooka w wynikach badania Megapanel PBI/Gemius a także w innych danych. Nie będę tu wchodził w bardzo ciekawą dyskusję dotyczącą przyczyn takiego stanu rzeczy, choć polecam teksty w serwisach Antyweb, Spider’sWeb i w SpeedUp blog. Zamiast tego chciałem dorzucić trochę nowych danych, które pokazują, że z NK.pl jeszcze nie jest tak źle.

W tegorocznej Diagnozie społecznej, a więc największym badaniu społecznym realizowanym w Polsce, zapytaliśmy reprezentatywną grupę ponad 26 tysięcy Polaków między innymi o korzystanie z serwisów społecznościowych. W kwietniu 2011 konto na NK.pl miało i korzystało z tego serwisu 57,5% internautów, na Facebooku tylko 34% internautów. Przekłada się to na nieco ponad 11mln osób na NK.pl i 6,5mln na Facebooku. Wyniki te są dokładnie zbieżne z liczbą użytkowników z Polski podawaną przez Facebook, a i dane dla NK nie odbiegają od tego co wiemy z innych źródeł.

Dogonienie NK.pl przez Facebooka w wynikach Megapanelu to efekt metody pomiaru nierozróżniającej zarejestrowanych użytkowników portalu społecznościowego od osób, które zajrzą na jakąś stronę do tego portalu należącą. To też efekt większej obecności Facebooka w różnych miejscach sieci, a także w innych mediach, przez co znacznie więcej osób ma szansę na nawet przypadkowe wejście lub zainteresowanie się chociażby promowanym gdzie indziej fanpage’m. Jeszcze długo NK.pl będzie serwisem społecznościowym z największą liczbą użytkowników w Polsce, nawet jeśli na strony Facebooka będzie wchodziło znacznie więcej internautów. Warto też dodać, że w tej chwili aż 80% polskich użytkowników Facebooka ma też konto i korzysta z NK.pl.

W całym zagadnieniu niezwykle ciekawa wydaje się też kwestia migracji użytkowników pomiędzy różnymi serwisami społecznościowymi. Pisała o niej ciekawie Joanna Sosnowska na gazeta.pl, przywołując badania jakie danah boyd zrobiła odnośnie MySpace i Facebooka, pokazując pojawienie się różnic społecznych i klasowych w korzystaniu z tych dwóch serwisów. Biali, wykształceni, mieszkający w większych miejscowościach oraz znajdujący się w lepszej sytuacji materialnej szybciej porzucali MySpace na rzecz Facebooka. Przeanalizowałem jak to wygląda w Polsce z NK.pl i obraz jest podobny.

Przykładowo, wśród internautów z największych miast 16% korzysta z Facebooka i jednocześnie nie posiada konta w NK.pl, wśród internautów mieszkających na wsi takich osób jest tylko 3%. Z drugiej strony z NK.pl a nie z Facebooka korzysta 20% internautów z największych miast i aż 38% ze wsi. Podobnie jest z wykształceniem i dochodami. Przewaga NK.pl jest największa wśród osób z wykształceniem podstawowym i zawodowym oraz z gospodarstw domowych o niższych dochodach. Z kolei korzystających z Facebooka i niemających konta na NK.pl można najczęściej znaleźć, wśród osób z wykształceniem wyższym, studentów, prywatnych przedsiębiorców i osób z wyższymi dochodami.

Pogłębienie się takiej stratyfikacji użytkowników, w dłuższej perspektywie nie wróży dobrze NK.pl, ale użytkownicy też nie będą z tego serwisu odchodzić tak szybko jak to miało miejsce w ostatnich miesiącach w przypadku MySpace.

Ciekawe jest to, jaki wpływ na ruchy użytkowników będzie miało pojawienie się Google+. Jest całkiem prawdopodobne, że ewentualny przepływ użytkowników z Facebooka do Google+ będzie się opierał o te same mechanizmy społeczne.

Poleć innym:
Posted in badania, Diagnoza społeczna | Tagged , , , , | Leave a comment

Agresja elektroniczna

Agresja elektroniczna wśród dzieci i młodzieżyMiałem ostatnio okazję przeczytać książkę Jacka Pyżalskiego „Agresja elektroniczna wśród dzieci i młodzieży„. Bardzo podoba mi się wyważony sposób w jaki została ona napisana. Autor nie koncentruje się wyłącznie na straszeniu i podkreślaniu zagrożeń internetu. Pokazując jak duże znaczenie pełni internet (oraz inne nowe technologie) w życiu młodzieży i jak zmienia się sposób obcowania z mediami i informacją, autor nie wyolbrzymia znaczenia zmian związanych z nowymi technologiami, dowodząc, że potrzeby młodych ludzi cały czas są takie same. Byłoby fajnie, gdyby powstawało więcej tego typu systematycznych analiz różnych zjawisk związanych ze społecznymi i psychologicznymi aspektami korzystania z internetu.

Wydana przez Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne książka jest doskonałą analizą zjawiska agresji elektronicznej, które jest ważne przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, jak pokazują wyniki badań przytaczanych przez dra Pyżalskiego, wśród młodzieży kilkanaście procent przyznaje się do bycia ofiarą cyberbullyingu, a jest to tylko jeden z przejawów agresji elektronicznej. Po drugie, mobbing elektroniczny różni się w istotny sposób od mobbingu poza siecią. Wynika to ze specyfiki komunikacji zapośredniczonej – mniejszej empatii w sytuacji, gdy komunikacja odbywa się jedynie za pomocą tekstu i rozmówcy nie widzą swoich reakcji. Dodatkowo przed agresją elektroniczną trudniej uciec, gdyż komputery i telefony komórkowe obecne są również w przestrzeniach prywatnych.

W swojej książce dr Pyżalski systematyzuje zjawisko agresji elektronicznej i różne jego przejawy, jednocześnie rzetelnie oszacowując ich skalę. Charakteryzuje sprawców ceyberbullyingu, pobieżnie porusza też zagadnienie przyczyn agresji i jej konsekwencji. Autor identyfikuje też miejsca w sieci, w których zjawisko to jest częstsze, przede wszystkim są to środowiska dające większe poczucie anonimowości – gry online, czaty i fora dyskusyjne. Niestety te ostatnie wątki zostały przedstawione jedynie bardzo skrótowo. Osobny rozdział poświęcony jest profilaktyce i działaniom interwencyjnym wobec agresji elektronicznej, od działań prawnych, przez środki techniczne, po edukację i pracę z ofiarami i sprawcami.

Książka dra Pyżalskiego jest warta przeczytania. Sięgnąć po nią powinny przede wszystkim osoby zaangażowane w wychowanie dzieci i młodzieży, nauczyciele, a także rodzice mniej obeznani z internetem.

Poleć innym:
Posted in o książkach | Tagged | Leave a comment

Laptop dla ucznia, czyli głupich pomysłów ciag dalszy

Wraca pomysł rozdawania laptopów uczniom. W obecnej koncepcji szczęśliwymi posiadaczami netbooków mają zostać wszystkie dzieci idące do pierwszych klas szkoły podstawowej. Już przy poprzednim pojawieniu się tego pomysłu analizowałem wyniki Diagnozy Społecznej, żeby stwierdzić ile dzieci ma dostęp do komputera w domu. Już dwa lata temu komputer w domu miało 87% dzieci w wieku przedszkolnym. W szkołach podstawowych dzieci z komputerami jest jeszcze więcej. Jaki jest więc sens rozdawania komputerów?

Być może za wspomnianymi planami Ministerstwa Infrastruktury stoi pomysł, że komputery będą wykorzystywane przede wszystkim w szkołach, a nie tylko w domach uczniów. Przykłady wykorzystania laptopów na lekcjach, o których wspomina Minister Gaj w wywiadzie dla Gazety Wyborczej mogą się wydawać ciekawe, jednak nie widzę specjalnych zalet dla procesu dydaktycznego wynikających z posiadania na lekcji komputera przez każdego ucznia. Zagrożeń z tym związanych wydaje mi się być znacznie więcej (ciekawe są tu doświadczenia innych krajów, które taki program realizowały, np. Rumunii). Polska szkoła nie jest na taką zmianę przygotowana.

Sądzę, że znacznie sensowniej można byłoby wydać te środki na reformę edukacji i podniesienie kompetencji nauczycieli. Paląca potrzebą jest wprowadzenie do polskich szkół edukacji medialnej z prawdziwego zdarzenia i podniesienie kompetencji informacyjnych (tak informacyjnych, a nie informatycznych) dzieci i młodzieży. Miałoby to znacznie lepsze, a co więcej bardziej długofalowe efekty niż inwestowanie w sprzęt.

Prawdziwym wyzwaniem wydaje mi się też to, jak wykorzystywać w edukacji, komputery, które uczniowie mają w domach. Szczególnie, że ilość czasu jaką młodzież spędza z komputerem w domu jest wielokrotnie większa od czasu korzystania z niego w szkołach. Według prowadzonych w Polsce w zeszłym roku badań World Internet Project przeciętny nastoletni uczeń używa internetu w domu przez 16 godzin tygodniowo, w szkole korzysta zaledwie nieco ponad 2 godziny. Nie znaczy to, że należy starać się zwiększyć możliwości korzystania w szkole. Wręcz przeciwnie, jestem zdania, że ważnym zadaniem szkoły jest sprawienie by domowy sprzęt był wykorzystywany do poszerzania horyzontów, czy realizacji projektów związanych ze szkołą, a nie tylko na rozrywkę.

Zamiast kolejny raz wyciągać głupie pomysły z kapelusza, Rząd lepiej zrobiłby przeznaczając choć promil tej kwoty na porządne badania nad rozwojem społeczeństwa informacyjnego w Polsce, które pozwoliłyby lepiej identyfikować to co faktycznie warto robić, a czego nie. Dzięki czemu można byłoby lepiej planować odpowiednie działania. Trochę takich badań jest – na przykład w raporcie „Między alienacją a adaptacją: Polacy w wieku 50+ wobec internetu” pokazaliśmy jak bardzo potrzebne są inicjatywy na rzecz zmniejszenia wykluczenia cyfrowego ze względu na wiek i zwiększenie wykorzystania i kompetencji cyfrowych osób dorosłych. Jednak w wielu obszarach takich badań brakuje. Niestety mam wrażenie, że logika obecnych działań jest inna. Nieważne co warto robić dla rozwoju społeczeństwa informacyjnego w Polsce, idą wybory i ważne jest to co da się przerobić na „kiełbasę”.

Poleć innym:
Posted in badania, edukacja, statystyki | Tagged , , | 9 Comments